
Obudziła się jeszcze zanim rozdźwięczał się dzwonek. Ziewnęła i przeciągnęła się, równocześnie zrzucając z siebie kołdrę. Zwlekła się z łóżka i z na wpół zamkniętymi oczami skierowała się do łazienki.
Stanęła przed lustrem i przyjrzała się sobie dokładnie. Połowa jej włosów wyrwała się z niewoli gumki i żyła teraz swoim życiem.
Miała spierzchnięte wargi, a pod oczami widniały ciemne sińce. Kiedy schyliła się nad umywalką w celu umycia twarzy, zauważyła, że ma na sobie koszulkę Marco. Uśmiechnęła się pod nosem, przypominając sobie w jaki sposób znalazła się na niej.
Ona i Gatti znali się nie od dziś, a konkretniej ponad trzy lata. Był jej najbliższym przyjacielem i kompanem, tylko on potrafił zrozumieć ją bez słów. Jego dodatkowym atutem była zręczność łóżkowa. No cóż. Nigdy nie byli ze sobą; on za bardzo lubił inne kobiety, a ona za bardzo ceniła swoją wolność. Również nie nazwali tego, co często pomiędzy nimi dochodziło. Choć Donna lubiła myśleć o tym w granicach zwierzęcego seksu bez większych zobowiązań.
Zdjęła z siebie koszulkę i wzięła szybki prysznic. Wytarła się, zakryła ręcznikiem i wyszła z łazienki z koszulką w ręku. Stanęła w drzwiach i już chciała nią rzucić w twarz chłopaka, by się wreszcie obudził, ale nie zastała go w łóżku. Podeszła do szafy, która stała tuż przy oknie, równocześnie patrząc, czy chłopak znajduje się gdzieś w mieszkaniu.
Kiedy otworzyła szufladę z bielizną, poczuła na swojej talii ręce chłopaka. Odwróciła się w jego stronę i zobaczyła jego roześmianą twarz.
- Doprawdy winszuję ci poczucia humoru. Wyrabiasz się. Jest już na poziomie czterolatka - powiedziała, ale on wzruszył tylko ramionami.
- Ważne jest to, że nie wpadłaś, że schowałem się za drzwiami. Nawet nie wiesz, jaką zaskoczoną minę zrobiłaś, kiedy nie zastałaś mnie w łóżku - zadrwił. Donna otworzyła usta, by mu jakoś odpowiedzieć, ale zamknął je pocałunkiem. Jedną dłoń trzymał na jej pośladku, a drugą ściskał pierś. Odsunęła się jednak stanowczo, równocześnie poprawiając obluzowany ręcznik.
- Śpieszę się do kawiarni.
- Daj spokój. Jesteś szefem, chyba możesz się spóźnić - jęknął, gdy ona niezruszenie kompletowała strój do wyjścia rzucając go na łóżko.
- Powinni cię pokazywać w National Geographic, jako faceta z największą chucią na świecie - stwierdziła. Wyminęła go, stanęła naprzeciwko łóżka i zrzuciła z siebie mokry ręcznik. Marco jęknął po raz wtóry, a następnie ułożył się na posłaniu, by mieć lepszy widok na jej ciało, kiedy się ubierała.
- Jak jest ci tak źle, to weź zimny prysznic - doradziła, gdy wkładała stanik. Kiedy miała na sonie biały top, który odkrywał jej pępek i zapinała guziki w jej jeansowych dzwonach, chłopak wstał gwałtownie i skierował się do łazienki. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy usłyszała dźwięk lecącej wody. Wzięła do ręki torbę, poprawiła kok na głowie i wyszła z mieszkania. Gatti miał własne klucze, poza tym dziś wracał do siebie.
Zbiegła po schodach i wyszła na ulicę zalaną czerwcowym słońcem. Złapała taksówkę, zapłaciła i szybkim krokiem weszła do kawiarni.
Pomieszczenie było urządzone w prawdziwie brytyjskim stylu, zasługa byłego chłopaka jej przyjaciółki Annie, angielskiego do szpiku kości dekoratora, który okazał się gejem.
Całą ścianę po prawej stronie zajmowało okno, po jednej i drugiej jego stronie wisiała przecięta na pół kurtyna z wymalowanym Union Jackiem. Na ścianach, obok przyborów do krykieta wisiały prace młodych, początkujących artystów oraz liczne reprodukcje. Pomieszczenie, wyłożone starym, jasnym drewnem, zatłoczone było głębokimi fotelami o ciepłej, burgundowej barwie i stolikami zrobionymi z tych samych desek, z których była podłoga. Wszędzie ustawione były białe donice z palmami, bambusami i wszystkimi innymi roślinami, które rosły powyżej jednego metra. W powietrzu unosił się zapach świeżo zmielonej kawy i kadzidełek. Po lewej stronie stał kontuar, za którym stała Annie. Właśnie zmieniała płytę w adapterze. Za nią majaczyły drzwi do kuchni.
Podeszła do lady, przywitała się z przyjaciółką i nim zdążyła powiedzieć cokolwiek innego Anna przerwała jej gwałtownie.
- Na zewnątrz siedzi jakiś facet, powiedział, że chce się widzieć z szefem. - Dziewczyna nastawiła igłę, a z ustawionych obok głośników zaczął lecieć Rubber Soul.
- Nie mówił w jakiej sprawie? - Kelnerka pokręciła głową. Donna podniosła do góry brwi i westchnęła przeciągle. - Dobra. Trzeba poznać tajemniczego gościa.
Zielone drzwi do ogrodu znajdowały się dokładnie naprzeciw tych wejściowych. Prowadziły do ogrodu zimowego, w którym królował bluszcz, zawieszone u sufitu kawałki zbitego lustra i stoliki z ciemnego drewna, dwu lub trzy osobowe.
Kiedy przekroczyła prób drzwi, od razu wiedziała do kogo ma podejść.
Siedział w kącie pomiędzy szybą, a ścianą kawiarni. Jego włosy były w odcieniu ciemnego blondu, a piwne oczy, skryte za okularami korygującymi, wyrażały wieczną melancholię. Miał wysokie czoło, prosty, szlachetny nos i usta Gregory'ego Pecka. Na zmianę spoglądał na zegarek i czytał nowe wydanie New York Timesa. Kiedy do niego podeszła, podniósł wzrok i uśmiechnął się. Zauważyła, że jeszcze nie wypił swojej Con Panny.
- Podobno chciał mnie pan widzieć, panie... - zawiesiła głos.
- Bouchard. - Przedstawił się. Wstał i podał jej dłoń. - Pani wybaczy, ale to chyba pomyłka. Czekam na właściciela lokalu - wyjaśnił. Mówił z wyraźnie wyczuwalnym francuskim akcentem. - Kiedy przybędzie pani szef?
- Dlaczego pan uważa, że to mężczyzna? - zapytała marszcząc brwi. Całe dobre pierwsze wrażenie minęło. Teraz pan Bouchard wydawał jej się szowinistycznym bucem, a nie całkiem dobrze rokującym przystojniakiem. Usiadła na krześle naprzeciw niego i założyła nogę na nogę.
- Tak dobrze zarządzany interes musi mieć nad sobą jakąś twardą rękę - wyjaśnił i również usiadł.
- Jeżeli o to chodzi, to kobiety już dawno wykazały, że o wiele lepiej zarządzają domem, niż ich mężowie.
- Nie neguję tutaj zaradności niektórych żon, ale mówimy tutaj o wiele większym przedsięwzięciu niż tygodniowy budżet na obiady w domu państwa Smith - mówiąc to poprawił swe okulary i dopił resztki kawy.
- Skoro pan tak stawia sprawę... - zawiesiła głos. - Więc co pana tutaj sprowadza? Szefa prawdopodobnie dzisiaj nie będzie, więc jeżeli nie ma pan nic przeciwko, wszystko bym mu przekazała - stwierdziła ze zrezygnowaniem i zamarzyła o tym, by zapalić.
Mężczyzna zamyślił się, ale po chwili z podłogi podniósł dużą, czarną teczkę. Wyciągnął z niej kilka szkiców malowanych węglem i podał je pannie Kendricks. Przyjrzała im się. Były dobre, nawet cholernie dobre.
- Ładne studium kobiecego piękna - pochwaliła akty i oddała je właścicielowi. - Niestety szef ich nie przyjmie.
- Ale jak to? W środku widziałem kilka reprodukcji Bacona, które są z pewnością bardziej odważne, niż moje szkice. Niech się chociaż pani go zapyta, co o nich sądzi.
- Z przyjemnością. Proszę dać mi chwilę - poprosiła i zamknęła na chwilę oczy. - Drogi szefie, czy przyjmie pan prace pana Boucharda? - zapytała samą siebie. Artysta zmarszczył brwi nie bardzo wiedząc co ma o tym wszystkim myśleć. - Hmm, przykro mi, ale odpowiedź brzmi nie.
- Słucham?
- Nie będę promować w swojej kawiarni męskiego szowinisty, który myśli, że skoro posiada fallusa, to może uważać się za lepszego od kobiet - stwierdziła z opanowaniem i prostotą, rozkładając przy tym ręce.
- Więc to pani miejsce? - upewniał się. Donna pokręciła głową i wstała z krzesła. Nie miała ochoty na dłuższe towarzystwo Boucharda.
- Kawa na koszt firmy - powiedziała na odchodne i weszła do środka kawiarni. Miała cichą nadzieję, że już nigdy nie spotka tego człowieka.
Jak szybko to przeczytałam, kurna. Czuję niedosyt :D
OdpowiedzUsuńDonna jest świetna. Faktycznie prawdziwa z niej wyzwolona kobieta, a samo zachowanie tego buca było nie na poziome. Sama pewnie bym go zjechała, ale nie tym sposobem, co dziewczyna haha. Genialna scena z ''pytaniem do szefa'' :D
Dziękuję za obserwację moich blogów i ściskam mocno. Weny życzę :*
Dziękuję. Jutro wieczorem mam zamiar zasiąść do wszystkich blogów, na których mam zaległości - w tych do Twoich i w końcu wszystko nadrobić.
UsuńNastępne rozdziały mają mieć więcej akcji i być dłuższe, przynajmniej tak wynika z moich rozpisek :)
Okej, wreszcie się doczekałem pierwszego rozdziału. :)
OdpowiedzUsuńJak na razie mi się podoba. Lubię Twój styl pisanie, pisałem o tym może? Takie proste rzeczy opisujesz, a wciąga to jak nic. :-)
Jednak mam uwagę, nie czuję jeszcze klimatu lat 70. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej!
P.S Kropek na końcu tytułu nie stawiamy.
UsuńNie wiem skąd wzięła mi się tam ta szujka. Ale już poprawiam, dziękuję :)
UsuńKlimat próbuję zbudować lepiej w następnych rozdziałach. No i dodać trochę więcej akcji.
A jutro wieczorem mam zamiar nadrobić zaległości które robiły mi się na Twoim blogu.
Miłego dnia.
Chciałbym Ci serdecznie podziękować za to, że spojrzałaś i wyłapałaś mi błędy w Wonderland. Jestem Ci za to dozgonnie wdzięczy. :D Za razem nie mogę uwierzyć, że mam takie "byczki" w tekście. xd
UsuńNie ma sprawy.
UsuńAkurat takie rzeczy zdarzają się każdemu. Niestety. :D
Zapowiada się interesująco. Po raz pierwszy spotykam się z takim opowiadaniem, które toczy się w takich latach. Historia ma swój nastrój, który już mnie oczarował :)
OdpowiedzUsuńBohaterka naprawdę jest wyzwolona i myślę, że z kolejnymi rozdziałami polubię ją jeszcze bardziej:)
Czekam na więcej:)
nae-bogsu.blogspot.com
Dziękuję, dziękuję!
Usuń